Radiowy przegląd *gospodarczy*:
„Wśród przyczyn rosnącej niepewności przedsiębiorców widzimy: nowe propozycje oskładkowania umów cywilnoprawnych, wzrost kompetencji Inspekcji Pracy i spadek bezrobocia.”
Dla kogo są takie audycje? Czy dekady neoliberalizmu doprowadziły do sytuacji, w której przeciętny pracownik słysząc taką audycję myśli „niech lepiej mi pozwolą pracować na umowie śmieciowej dla dobra przedsiębiorcy”?
Ekonomiczne narracje liberałów ogniskują się wokół odciążania kapitalistów przez dociążanie pracowników i ograniczenie interwencji państwa. Wypowiedzi ekspertów o stratach przedsiębiorców, spadku zatrudnienia i rozwoju szarej strefy słyszymy nawet gdy rządząca koalicja nie tylko nie oskładkowała umów cywilnoprawnych (nie realizując tym samym kamienia milowego w ramach KPO), ale doprowadziła do wzrostu uśmieciowienia umów, a kompetencje PIPu zwiększyła w sposób, który nie ma realnego wpływu na działanie instytucji, m.in. ze względu na braki kadrowe.
Załóżmy na chwilę czapkę liberała. Według badań i raportów IBS, OECD lub World Inequality Lab teoria skapywania to zwykły żart, a stan gospodarki krajów rozwiniętych zależy przede wszystkim od kapitału ludzkiego/zasobów ludzkich. Deregulacja, osłabienie roli związków zawodowych, uśmieciowienie umów, spadek wykształcenia, degradacja usług publicznych i wzrost nierówności – to wszystko osłabia obywateli (zasoby ludzkie), ich kwalifikacje, a przez to również siłę i odporność gospodarki. W tym miejscu chcemy przytoczyć publikację „Nierówności po polsku” Brzezińskiego, Sawulskiego i Bukowskiego, prace Filipa Novokmeta czy autorów opisujących nowoczesną ekonomię na gruncie międzynarodowym jak Thomasa Pikettiego lub Darona Acemoglu.
Jeśli państwo polskie chciałoby poprawić stan gospodarki, sytuację lokalnych przedsiębiorców jak i pracowników, prowadziłoby kurs zupełnie odwrotny do obecnego – wprowadziłoby progresywne podatki, dofinansowałoby instytucje i ratowałoby usługi publiczne. Tymczasem system fiskalny w naszym kraju jest de facto regresywny, zyski kapitałowe są niżej opodatkowane niż w innych krajach, a dotacje i ulgi podatkowe przypadają tym, którzy ich najmniej potrzebują. Dwudziestą gospodarkę świata cechują jedna z najniższych innowacyjności w UE, rekiny biznesu inwestujące w beton, regularne łamanie praw pracowniczych, rozpadające się podstawowe zabezpieczenia społeczne, zagłodzona nauka, ale też uzależnienie surowcowe, lekowe i technologiczne od producentów z zagranicy. Słowem, zerowa odporność gospodarki, zerowe zabezpieczenie bytu obywateli.
Korzystamy niekiedy z narracji przemawiających do liberałów, których rozwój zatrzymał się na Balcerowiczu, ale centralne w każdej myśli politycznej powinno być pytanie: po co istnieje państwo i gospodarka? W kapitalistycznym systemie służymy imperatywowi wzrostu, którego owoce nie są wykorzystywane do poprawy jakości i stabilności naszego życia – tych, bez których żaden wzrost by nie istniał – lądują one w rękach lobbystów i najbogatszych 10% społeczeństwa. Nierówności majątkowe rosną razem z PKB, a połowa młodych Polaków żyje od wypłaty do wypłaty i to przy rosnącym bezrobociu; deweloperzy i banki notują coraz większe zyski, a jedyne znane politykom rozwiązanie na kryzys mieszkaniowy to kolejne kredyty; oddziały i szpitale zamykają się mimo rosnących potrzeb społeczeństwa, rząd oszczędza na zmniejszeniu finansowania podstawowych badań, więc pracownie diagnostyczne zaczynają sprzedawać te badania na raty; studenci nie maja gdzie żyć ani za co żyć, doktoranci pracują za mniej niż minimalną, a rząd nie próbuje nawet utrzymać infrastruktury naukowej, którą już posiadamy.
Elity ułożyły ten system tak, żeby nie służył jak największej liczbie obywateli, tylko tym, którzy dali najwięcej na Campus Polska. Coraz bogatsi będą pchali rozwiązania dla coraz bogatszych, a nam będą odbierać nawet resztkowe zdobycze walk klasy pracującej (czy jakby to ekonomista nazwał „zdobycze państwa dobrobytu”).
Nie pozwalajmy dalej odbierać sobie owoców ani sensu naszej pracy. To gospodarka powinna służyć obywatelom, a działania państwa powinny być uznane za słuszne tylko jeśli służą poprawie życia pracującej większości, nie kapitalistycznej mniejszości. Nie każda sfera państwa może być rentowna, a wmawianie obywatelom, że państwo ma funkcjonować jak budżet domowy to zwykłe mydlenie oczu. Co proponujemy? Oczywistą rzeczą jest wzmocnienie Państwowej Inspekcji Pracy, co wymaga dofinansowania instytucji i podwyżek dla pracowników. Międzynarodowa Organizacja Pracy (ILO) czy konfederacja CECOP pokazują przewagę spółdzielczych modeli przedsiębiorstw nad klasycznymi, niekooperatywnymi odpowiednikami. Wprowadzanie ich wymaga jednak reform w polskim prawie, które skutecznie utrudnia zakładanie spółdzielni. Kolejną kwestią jest zwiększenie roli związków zawodowych w każdym miejscu pracy, ułatwienie zawierania układów zbiorowych i poszerzenie zakresu spraw przez nie regulowanych. To tylko część propozycji demokratyzacji gospodarek wypracowanych przez ruch socjalistyczny. Dopóki jednak nie zwalczymy kapitalistycznego systemu wyzysku, możemy tylko walczyć o lepszy byt w jego ramach. Kluczowa jest potrzeba tworzenia masowego ruchu politycznego, dzięki któremu w pełni uspołecznimy środki produkcji i wprowadzimy realną demokrację – dopiero wtedy będziemy mogli zarządzać gospodarką w odpowiedzialny sposób, ale przede wszystkim tak, żeby służyła pracującej większości.
Jesteśmy w stanie zapewnić lepszy byt całemu społeczeństwu, a przy okazji uodpornić gospodarkę i nasze życia na przepływy kapitału i recesję. Musimy tylko odebrać środki produkcji wyzyskiwaczom posiadającym coraz większą część globalnego majątku, wprowadzić prawdziwą demokrację pracowniczą i inwestować w kluczowe sfery społeczeństwa i gospodarki.
